Wied il-Għasel i kościół św. Pawła Pustelnika

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem to miejsce na zdjęciach w Internecie był rok 2012. Od razu stwierdziłem, że muszę je odnaleźć i odwiedzić. Wyglądało niesamowicie, niewielki kościół wybudowany w skalnej grocie.

O ile na mapach Google’a miejsce udało się odnaleźć dość szybko, to trzeba było jeszcze się tam jakoś dostać. Jak się okazało kościół znajdował się w niewielkiej dolinie nieopodal Mosty – Wied il-Għasel. Wied il-Għasel to po polsku Dolina Miodu, a nosił wezwanie św. Pawła Pustelnika (św. Paweł z Teb).

Pierwsza próba to luty 2013 roku, kiedy na Maltę polecieliśmy ze szwagrem (biegł tam w maratonie). Plan zakładał odwiedzenie tego miejsca przedostatniego dnia pobytu na wyspie. Niestety dwie inne rzeczy zaplanowane na ten dzień (wizyty w Popeye Village i Buġibbie) tak się nam przeciągnęły, że ledwo zdążyliśmy wstąpić przed zmierzchem jeszcze tylko do Ta’ Qali (by kupić tam choć jakieś najdrobniejsze pamiątki). Dolina Miodu musiała więc jeszcze poczekać.

Kolejna wizyta na Malcie to rok 2015. Był to jednak nasz pierwszy wyjazd na wyspy z dziećmi. Większość czasu była więc poświęcona na atrakcje, które zaciekawią je bardziej niż szukanie drogi do jakiejś doliny. Na szczęście w ostatnim tygodniu miałem odbyć kurs angielskiego w szkole Maltalingua. Pojawiła się więc pewna nadzieja, że uda mi się do niego jednak dotrzeć.

Pierwszego dnia nauki miało się po zajęciach odbyć Welcome Party. A ponieważ kursy intensywne miały dodatkowe dwie godziny zajęć, postanowiłem nie czekać tylko wykorzystać nadarzającą się okazję. Zresztą wracać do Qawry tylko po to by po kilkudziesięciu minutach musieć znów jechać do St Julian’s nie opłacało się.

Gdy więc tylko skończyły się moje zajęcia złapałem Katrin i Juliana, i podpytałem jak ze szkoły najszybciej dostać się do Mosty. Pół godziny później stałem już pod Rotundą. Teraz należało się jeszcze dowiedzieć jak trafić do doliny i kościoła. Zacząłem od poszukania kogoś, kto może być związany z tutejszym kościołem. Postanowiłem obejść kościół i znaleźć jakieś wejście do zakrystii. Idąc tak dotarłem do budynku Wspólnoty Neokatechumenalnej, gdzie akurat jakiś mężczyzna coś robił przy drzwiach wejściowych. Podszedłem i zapytałem o dolinę. Powiedział, że to tam i wskazał ręką w stronę drzew za budynkiem. Zapytałem czy wie jak się dostać do kościoła św Pawła Pustelnika. Popatrzył zna mnie nieco zdziwiony (na głowie miałem irokeza) i zaczął tłumaczyć, że muszę wrócić do drogi, później skręcić w lewo i w pewnym momencie będą schody prowadzące na dół. Schody te co prawda może być trochę ciężko znaleźć ale to tymi schodami zejdę do drogi prowadzącej do kościoła. Korzystając z okazji zapytałem go jeszcze o budynek „Sala Papa Wojtyla” należący do parafii i czy w parafii są jakieś rzeczy związane z „naszym” papieżem. Po krótkiej rozmowie zapytał mnie czy jestem katolikiem i powiedział że właściwie zaraz tu kończy i jeśli poczekam, to podwiezie mnie do tych schodów, żebym ich nie przeoczył. Zaprosił na chwilę do środka do budynku, skąd jeszcze musiał zabrać worek ze śmieciami, posprawdzał coś w budynku i na zewnątrz i zapakowaliśmy się do samochodu. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się przy skrzyżowaniu gdzie wskazał mi niewielkie schodki znajdujące się koło muru jednego z zabudowań.

Schody znajdowały się niedaleko przystanku autobusowego „Għadajjar” i prowadziły do ścieżki przez wiodącej przez krzaki, i dalej w dół w kierunku mostu nad Doliną Miodu. Jakieś 150 metrów po minięciu filarów ścieżka rozwidlała się. Skręciłem w lewo, bo z tej strony było widać kościół i po jakiejś minucie marszu dotarłem do schodów prowadzących do groty, gdzie znajdował się kościół.

Kościół niestety był zamknięty. Otwarty jest ponoć w pierwszą niedzielę po 15 stycznia, kiedy to przypada wspomnienie św. Pawła Pustelnika. Ale miejsce wydało mi się naprawdę niesamowite. Nie tylko samo położenie kościoła ale i widok na dolinę, tak nie typowy dla Malty. Zupełna pustka w okół i w dodatku jak gdybym na chwilę trafił, w coś czego tak brakuje mi na Malcie, choćby namiastkę gór.

Posiedziałem sobie więc chwilę pod kościołem, ciesząc się widokiem, po czym obszedłem budynek starając się zajrzeć do środka. Na szczęście przez siatkę na drzwiach udało się zobaczyć jak wygląda wnętrze i wcisnąć obiektyw aparatu by zrobić przynajmniej kilka zdjęć. Po czym goniony czasem ruszyłem w drogę powrotną do szkoły by integrować się chwilę z innymi studentami i kadrą.

W tym roku (po zeszłorocznych testach szlaków turystycznych na Malcie) mam nadzieję że skoro wiem już jak tam trafić uda mi się namówić rodzinkę by wybrać się tam ponownie w całą czwórkę. 🙂

Poniżej jeszcze mapka z zaznaczonym zejściem do kościoła (prawdopodobnie da się też dojść tam schodząc do doliny w innym miejscu, ale jeszcze tego nie testowałem). I jedna z moich ulubionych piosenek w wykonaniu Iry Losco – L-Aħħar Bidwi F’Wied il-Għasel (Ostatni rolnik z Dolina Miodu).

Komentarze

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz